poniedziałek, 11 marca 2013

Wyszłam za mąż zaraz wracam

Chyba jak każda z nas marzę o ślubie, przeglądam suknie w Internecie, katalogach; planuję w myślach wesele, dodatki, listę gości, muzykę. W tych wszystkich marzeniach zapominam o jednym, a mianowicie o tym, co jest potem, czyli o byciu pełnoetatową żoną swojego męża.

Nie śpieszy mi się do ołtarza, do mieszkania razem również. W momencie kiedy wyprowadziłam się z domu i zobaczyłam, że obiad nie robi się sam, że pranie również samo nie wkłada się do pralki ani nie wyjmuje. Byłam i nadal jestem zdana sama na siebie. Wszystko się wydaje takie proste kiedy się patrzy na to z boku, a rzeczywistość jest brutalna.

Bierzemy odpowiedzialność za tę drugą osobę w stu procentach. Nie można ukochanemu/ej zrobić na obiad kanapek czy też zupki chińskiej. Przecież nie tego się chce dla ukochanego mężczyzny czy też ukochanej kobiety. Wieczorem nie posiedzimy w wyciągniętej koszulce, tylko wskakujemy w seksowną bieliznę/koszulkę nocną, aby go podniecić. Seks jest na tym etapie jeszcze niesamowity, ale kosztem naszego ulubionego serialu, a na kolację już się nie zje swojego ulubionego chlebka z masełkiem czosnkowym.

Mieszkanie razem to ogromna odpowiedzialność i ciągła obawa o drugą osobę, dlaczego się spóźnia, czy nic się nie stało? Do tego trzeba dojrzeć. Czasami nawet po pięciu latach związku nie ma się tej pewności czy mieszkanie z partnerem jest odpowiednią rzeczą na jaką się decydujemy. Bo wspólne noce i śniadanka nie zawsze wyglądają tak jak na ekranach telewizorów, a my kobiety nie zawsze wyglądamy jak w reklamach. 

Mieszkając razem widzi się wszystkie wady ukochanej osoby, porozrzucane skarpetki, bieliznę rzuconą nie tam gdzie trzeba, brudne naczynia. Lepiej mieszkać oddzielnie i szczęśliwie niż za szybko męczyć się ze swoimi wadami, co może doprowadzić do rozpadu związku przez głupotę, czego się nie chce. 

Patrząc z perspektywy czasu, lepiej chyba było jak zza dawnych czasów panna mieszkała do ślubu z rodzicami. Potem wspólne mieszkanie nabierało zupełnie innego sensu, bardziej się to doceniało.


S.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz